LTAD w GSP: jak Marcin Kondratowicz buduje młodego sportowca bez eksploatacji
May 19, 2026
LTAD w GSP. Jak budować młodego sportowca, który nie kończy się po jednym sezonie?
W sporcie dzieci i młodzieży bardzo łatwo pomylić rozwój z eksploatacją.
Jeżeli dziecko trenuje dużo, szybko się męczy, często startuje, ma napięty kalendarz zawodów i cały czas „robi robotę”, z zewnątrz może wyglądać to jak profesjonalny proces. Rodzic widzi zaangażowanie. Trener widzi frekwencję. Zawodnik czuje, że „ciężko pracuje”. Problem polega na tym, że ciężka praca sama w sobie jeszcze niczego nie gwarantuje. Może budować sportowca, ale może też bardzo szybko wyciągać z niego zasoby, których młody organizm nie zdąży odbudować.
I właśnie dlatego rozmowa o LTAD, czyli Long Term Athlete Development, w GSP nie zaczyna się od pytania: „jaki plan treningowy rozpisać?”. Nie zaczyna się też od pytania: „ile jednostek ma zrobić młody zawodnik?”. Zaczyna się od zupełnie innego miejsca.
Od pytania, jak długo ten organizm ma być zdolny do sportu.
Bo jeżeli mówimy o dziecku, młodziku, juniorze młodszym czy zawodniku U18, to nie interesuje nas tylko wynik z najbliższej soboty. Interesuje nas to, czy ten zawodnik będzie w stanie przejść przez kolejne lata treningu bez rozpadu techniki, bez chronicznego zmęczenia, bez przeciążeń, bez spalenia psychicznego i bez sytuacji, w której w wieku 17–18 lat wykorzystał już wszystko, co miało być dopiero bazą pod sport seniorski.
W GSP mówimy często: zdrowie – człowiek – sport. I to hasło nie dotyczy wyłącznie osób, które przychodzą do nas z bólem pleców, kolana, biodra czy barku. Ono dotyczy również młodych sportowców. A może nawet szczególnie ich, bo w ich przypadku najłatwiej zachwycić się wynikiem, a najtrudniej zobaczyć koszt, który organizm płaci za ten wynik.
Dlatego LTAD w GSP nie jest dla nas modnym skrótem z angielskiej literatury. Jest praktyką codziennej pracy trenerskiej. Jest sposobem patrzenia na zawodnika przez pryzmat długiego procesu. Jest odpowiedzią na pytanie, jak budować potencjał, a nie tylko jak wycisnąć rezultat.
I właśnie o tym rozmawialiśmy w Gorzowie Wielkopolskim z Marcinem Kondratowiczem, trenerem GSP, trenerem lekkiej atletyki w ALKS AJP Gorzów Wlkp., człowiekiem, który pracuje z młodymi zawodnikami w klubie lekkoatletycznym, prowadzi swoje dzieci i rozwija je nie przez przypadkowe dokładanie bodźców, ale przez systematyczne zarządzanie procesem.
To ważne, bo tutaj nie rozmawiamy o teorii oderwanej od wyniku. Rozmawiamy o procesie, który widać w danych.
Aleksandra Kondratowicz w sezonie 2026 osiągnęła 5305 punktów w siedmioboju U18, poprawiając rekord życiowy i przekraczając minimum na ME U18, które wynosi 5200 punktów. W tym samym wieloboju pobiegła 100 m przez płotki w 13.65, co było rekordem życiowym i wynikiem lepszym niż minimum ME U18 wynoszące 14.05. Na 200 m uzyskała 24.91, również jako rekord życiowy, przy minimum ME U18 ustawionym na 25.00.
Numer 2 U18 na świecie: https://worldathletics.org/records/toplists/hurdles/60m-hurdles-762cm/all/women/u18/2026 oraz halowy rekord Polski U18 ustanowiła w Spale w styczniu 2026 r., co dało jej ex aequo drugi najszybszy czas na świecie w kategorii U18 w biegu na 60 m przez płotki (76,2 cm) – kobiety – u18 – wszyscy – 2026.
Z perspektywy zewnętrznej można powiedzieć: talent, ciężka praca, dobra genetyka, dobry trener. I oczywiście każdy z tych elementów może mieć znaczenie. Ale dla nas najciekawsze jest coś innego: jak wyglądał system, który pozwolił ten wynik zbudować?
Bo wynik jest tylko ostatnim obrazkiem. Za nim stoi codzienna decyzja: trenować czy odpuścić? Dołożyć czy poczekać? Zrobić siłę czy zostawić układ nerwowy w spokoju? Wejść w szybkość czy najpierw sprawdzić, czy organizm jest zdolny odpowiedzieć na szybkość? Trzymać się planu czy zmienić plan, bo dane pokazują, że zawodnik jest w innym miejscu niż zakładaliśmy?
I tutaj zaczyna się prawdziwe LTAD.
Młody sportowiec nie odpada przez brak ambicji. Najczęściej odpada przez brak struktury.
W sporcie młodzieżowym nadal bardzo mocno funkcjonuje myślenie, że rozwój oznacza więcej. Więcej treningu. Więcej biegania. Więcej jednostek. Więcej startów. Więcej obozów. Więcej „charakteru”. Więcej czwartej strefy, więcej zmęczenia, więcej potu.
To myślenie jest bardzo kuszące, bo jest proste. Jeśli zawodnik nie idzie do przodu, dokładamy. Jeśli wynik stoi, dokładamy. Jeśli ktoś inny trenuje więcej, dokładamy. Jeżeli chcemy mieć przewagę, dokładamy.
Tylko że organizm dziecka nie jest kontem bankowym, na które można w nieskończoność wpłacać bodźce i oczekiwać, że kiedyś wypłaci się medal. Organizm dziecka jest systemem adaptacyjnym. A system adaptacyjny rośnie nie wtedy, kiedy dostaje bodziec, ale wtedy, kiedy potrafi ten bodziec przetworzyć.
To jest ogromna różnica.
Bodziec treningowy nie jest jeszcze adaptacją. Trening nie jest jeszcze rozwojem. Zmęczenie nie jest jeszcze progresją. Dopiero regeneracja, sen, układ nerwowy, zdolność tkanek do odbudowy, zdolność techniki do utrzymania jakości i zdolność psychiki do wejścia w kolejny bodziec tworzą przestrzeń, w której może pojawić się efekt.
Dlatego w GSP nie inwestujemy ślepo w superkompensację. Inwestujemy w zdolność organizmu do regeneracji, żeby superkompensacja w ogóle mogła nastąpić.
To jest jeden z najważniejszych punktów całej rozmowy z Marcinem.
Kiedy Marcin opowiada o swojej pracy, nie zaczyna od magicznych ćwiczeń. Nie zaczyna od „tajnego planu siłowego”. Nie mówi: „tu jest zestaw, który zrobił wynik”. Zaczyna od monitorowania. Od zegarka. Od trendu. Od tego, czy zawodnik spał. Czy HRV spada. Czy tętno spoczynkowe rośnie. Czy organizm wygląda na gotowy. Czy subiektywne samopoczucie pokrywa się z danymi. Czy to jest dzień, w którym można dać bodziec, czy dzień, w którym trening tylko dołoży zmęczenia.
I to jest bardzo niewygodne dla klasycznego modelu treningu, bo klasyczny model lubi plan.
Plan daje poczucie kontroli. Na papierze wszystko wygląda pięknie. Tydzień pierwszy, tydzień drugi, tydzień trzeci. Progresja ciężaru. Progresja objętości. Jednostki szybkościowe. Jednostki tlenowe. Siła dwa razy w tygodniu. Start kontrolny. Odpoczynek. Zawody.
Problem polega na tym, że organizm nie żyje w Excelu.
Dziecko może mieć gorszy sen. Może być po szkole, po stresie, po podróży, po infekcji, po kilku dniach gorszego jedzenia, po emocjach, po starcie, po przeciążeniu układu nerwowego. I jeżeli trener w tym momencie patrzy tylko w plan, to najczęściej zrobi dokładnie to, czego organizm nie potrzebuje.
Dołoży.
A w GSP powtarzamy: testuj, nie zgaduj.
Nie dlatego, że dane są Bogiem. Nie dlatego, że Garmin, Whoop, mata, Vitruve czy jakiekolwiek narzędzie ma zastąpić trenera. Dane nie zastępują myślenia. One mają zatrzymać trenera przed własnym ego. Mają pokazać trend. Mają dać dodatkową warstwę informacji. Mają pomóc odpowiedzieć na pytanie: czy to, co zaplanowaliśmy, nadal ma sens dzisiaj?
Bo plan, który był dobry w niedzielę wieczorem, może być zły w środę rano.
Kolejny PB pobity przez Olę
„Robimy coraz mniej” – czyli dlaczego mniej może znaczyć więcej
W rozmowie pojawia się bardzo ważny moment. Wojtek przypomina sytuację, w której Marcin zadzwonił i powiedział mniej więcej: „my coraz mniej robimy, niedługo to już w ogóle nic nie będziemy trenować”.
To zdanie brzmi śmiesznie, ale w nim jest ogromna część filozofii GSP.
Bo kiedy trener zaczyna naprawdę monitorować organizm, bardzo często okazuje się, że wcześniej robił za dużo. Nie dlatego, że był złym trenerem. Nie dlatego, że nie miał wiedzy. Tylko dlatego, że bez danych i bez struktury bardzo łatwo pomylić obecność na treningu z adaptacją.
Zawodnik może trenować codziennie i się nie rozwijać. Może robić dużo i stać w miejscu. Może biegać, skakać, dźwigać, robić jednostki, które wyglądają „sportowo”, ale jeśli układ nerwowy nie odpowiada, jeśli technika się rozpada, jeśli sen nie dowozi, jeśli ciało nie zdążyło odbudować poprzedniego bodźca, to kolejny trening staje się tylko kosztem.
W przypadku młodego wieloboisty ten problem jest jeszcze większy, bo wielobój sam w sobie jest sportem bardzo złożonym. To nie jest jedna cecha. To nie jest tylko szybkość. To nie jest tylko siła. To nie jest tylko wytrzymałość. To nie jest tylko koordynacja. To jest cała układanka.
Płotki, skok wzwyż, kula, 200 m, skok w dal, oszczep, 800 m. Każda konkurencja wymaga innego napięcia, innej techniki, innego rytmu, innego rodzaju pobudzenia. I teraz wyobraźmy sobie młodego zawodnika, który ma rozwijać wszystko naraz, a jednocześnie nie zostać zajechany.
Jeżeli trener nie ma systemu, zaczyna łatać wszystko objętością.
Trochę więcej płotków, bo płotki ważne. Trochę więcej szybkości, bo 200 m. Trochę więcej siły, bo kula i skok. Trochę więcej wytrzymałości, bo 800 m. Trochę więcej techniki, bo wzwyż. Trochę więcej rzutów, bo oszczep. I nagle młody organizm nie trenuje wieloboju, tylko próbuje przeżyć sumę wszystkich lęków trenera.
LTAD w GSP idzie w drugą stronę.
Najpierw pytamy: jaki bodziec jest dziś potrzebny? Jaki bodziec zawodnik jest w stanie przetworzyć? Co jest największym ograniczeniem? Czy to ograniczenie jest fizjologiczne, siłowe, techniczne, koordynacyjne, regeneracyjne, czy może wynika z mechaniki ruchu? Czy jesteśmy w stanie dodać jakość bez dokładania chaosu?
Dlatego mniej nie oznacza lenistwa.
Mniej oznacza selekcję.
Mniej oznacza, że trener przestaje trenować swoje poczucie kontroli, a zaczyna trenować zawodnika.
Progres zanotowany według rankingu world sports athletics:
https://worldathletics.org/athletes/poland/aleksandra-kondratowicz-15151483
Zdrowie – człowiek – sport. Nie tylko dla ludzi z bólem.
W GSP hasło zdrowie – człowiek – sport często pojawia się przy pracy z bólem. Ktoś przychodzi z kolanem, barkiem, plecami, stopą. Szukamy przyczyny. Analizujemy chód. Sprawdzamy kompensacje. Patrzymy na ustawienie środka ciężkości, pracę stopy, ASIS, PSIS, taśmy bocznej, tułowia, łopatki. Potem dopiero dobieramy obciążenie.
Ale ten sam system myślenia dotyczy sportowca, który nie zgłasza bólu.
Bo brak bólu nie oznacza jeszcze gotowości do bodźca.
Młody zawodnik może nie mieć bólu, ale może mieć ograniczoną regenerację. Może nie mieć bólu, ale może tracić technikę pod zmęczeniem. Może nie mieć bólu, ale może nie być w stanie utrzymać prędkości sztangi. Może nie mieć bólu, ale jego skoki na macie mogą pokazywać spadek. Może nie mieć bólu, ale jego układ nerwowy może być przeciążony. Może nie mieć bólu, ale jego ruch może tracić ekonomię.
I tutaj właśnie pojawia się tabela trenera GSP.
Tabela nie jest po to, żeby ładnie wyglądać na szkoleniu. Ona jest po to, żeby trener nie zgadywał. Żeby nie patrzył tylko na wynik końcowy. Żeby potrafił rozdzielić warstwy.
Zdrowie: czy organizm ma zasoby?
Człowiek: czy zawodnik funkcjonuje, śpi, regeneruje się, je, oddycha, porusza się jakościowo, utrzymuje rytm dnia, znosi obciążenie szkolne, rodzinne, emocjonalne?
Sport: jaki bodziec jest potrzebny, żeby wynik poszedł do góry?
Jeżeli pominiemy zdrowie i człowieka, sport zaczyna być eksploatacją.
Jeżeli zaczniemy od człowieka, sport staje się konsekwencją dobrze prowadzonego systemu.
To dokładnie widać w historii Marcina i Aleksandry. Wynik w 2026 roku nie pojawił się dlatego, że ktoś nagle „odkrył ćwiczenie”. Pojawił się dlatego, że przez kolejne sezony budowano organizm, monitorowano regenerację, testowano reakcję na bodziec, nie dokładano na ślepo i potrafiono odpuścić wtedy, kiedy większość trenerów chciałaby docisnąć.
Wynik w siedmioboju kobiet U18
Wynik jako skutek systemu, nie jako przypadek
W sporcie bardzo często pokazuje się wynik jako osobny fakt.
13.65 na 100 m przez płotki. 24.91 na 200 m. 5305 punktów w siedmioboju. Minimum na ME U18. Rekord życiowy. Pierwsze miejsce. PB. Progres.
I to oczywiście robi wrażenie. Ale w GSP wynik interesuje nas najbardziej jako ślad procesu.
Jeżeli spojrzymy na przesłane dane, zobaczymy nie pojedynczy wystrzał, tylko linię rozwoju. W 2024 roku pojawia się 5-bój K mł. na poziomie 3104 punktów. W 2025 roku pojawia się siedmiobój J mł. na poziomie 5035 punktów. W 2026 roku siedmiobój U18 kończy się wynikiem 5305 punktów. To nie jest historia „zrobiliśmy mocny obóz i nagle wynik”. To jest historia kilku lat prowadzenia, obserwowania, zbierania danych i podejmowania decyzji.
W 2025 roku na screenach widać też mocny sezon outdoorowy: 200 m 25.91, wzwyż 1.60, 100 m pł 13.95, skok w dal 5.69, 800 m 2:31.81 i 7-bój 5035. W 2026 roku przed majowym wielobojem pojawia się 200 m 25.21, wzwyż 1.60 i kula 12.25. Potem w Warszawie przychodzi wejście na poziom 13.65 na płotkach, 24.91 na 200 m i 5305 punktów w siedmioboju.
To pokazuje coś bardzo ważnego: progres nie musi oznaczać dokładania wszystkiego naraz. Progres może oznaczać, że system coraz lepiej trafia z bodźcem. Że trener coraz lepiej rozumie zawodnika. Że zawodnik coraz lepiej znosi obciążenie. Że regeneracja staje się częścią planu, a nie dodatkiem dla słabych.
W klasycznym myśleniu odpoczynek bywa traktowany jak brak treningu.
W LTAD odpoczynek jest jednostką treningową, która pozwala poprzednim bodźcom stać się adaptacją.
To jest fundamentalna różnica.
Siła u młodego lekkoatlety. Ile naprawdę potrzeba?
Jednym z ważniejszych fragmentów rozmowy jest temat siły.
Marcin porównuje obecne podejście z tym, które znał jako zawodnik. Siłownia dwa razy w tygodniu przez cały rok. Niezależnie od okresu. Niezależnie od tego, co dzieje się w sezonie. Niezależnie od tego, czy zawodnik potrzebuje siły, szybkości, regeneracji czy świeżości.
To podejście jest nadal bardzo częste. Siła jest wpisana w plan, więc się ją robi. Siłownia jest „ważna”, więc się ją utrzymuje. A jeśli zawodnik jest ambitny, to jeszcze dokłada. Tylko że młody lekkoatleta nie potrzebuje siłowni jako rytuału. Potrzebuje bodźca, który poprawi jego zdolność do generowania siły w sporcie.
W przypadku Aleksandry i Dominika pojawił się 9-tygodniowy blok budowania siły. Ale to nie był blok w stylu „wrzucamy dużo ćwiczeń, bo trzeba zbudować fundament”. To były bardzo proste środki. Kilka ćwiczeń. Monitorowanie. Testy. Mata. Sprawdzanie skoków. Sprawdzanie parametrów. Obserwacja, kiedy organizm rośnie, kiedy wchodzi stagnacja, a kiedy zaczyna pojawiać się spadek.
I właśnie spadek był informacją.
Nie porażką. Nie powodem do paniki. Nie sygnałem, że trzeba docisnąć. Tylko informacją: ten blok zrobił swoją robotę, organizm jest zmęczony, teraz trzeba zakończyć bodziec i pozwolić mu się zaadaptować.
To jest myślenie, którego bardzo brakuje w treningu młodzieży. Bo wielu trenerów nie kończy bloku wtedy, kiedy organizm pokazuje, że już wystarczy. Kończy go wtedy, kiedy kończy się plan.
A plan nie widzi dziecka.
Plan widzi tygodnie.
GSP widzi reakcję organizmu.
W rozmowie pojawia się też bardzo ciekawa obserwacja: po sezonie, po startach, po odpoczynku testy pokazały, że poziom siły nie spadł. To jest ważne, bo wielu trenerów boi się, że jeśli nie będą cały czas „podtrzymywać siły”, to zawodnik się rozsypie. Ale jeśli siła została dobrze zbudowana, jeśli nie była tylko lokalnym zmęczeniem, jeśli organizm nie został zajechany, to ona może zostać w systemie znacznie dłużej, niż zakładamy.
To otwiera zupełnie inną logikę planowania.
Nie musimy przez cały rok karmić zawodnika siłownią, jeśli celem sezonu jest szybkość, technika, świeżość i zdolność do startu. Możemy budować siłę w konkretnym okresie, sprawdzić, czy bodziec działa, zejść z niego, a potem utrzymywać tylko tyle, ile trzeba, żeby nie dokładać niepotrzebnej fatygi.
Bo w LTAD nie wygrywa ten, kto zrobi najwięcej siły.
Wygrywa ten, kto ma tyle siły, ile potrzebuje, i potrafi ją przenieść na sport bez utraty jakości.
Prędkość sztangi, czyli koniec zgadywania
W rozmowie pojawia się również temat Vitruve i pomiaru prędkości sztangi. Dla części środowiska to nadal brzmi jak nowinka. Dla nas to po prostu narzędzie, które pomaga odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy dzisiejszy ciężar działa tak, jak miał działać?
Ten sam ciężar nie jest tym samym bodźcem każdego dnia.
Jeżeli zawodnik jest wypoczęty, sztanga porusza się szybciej. Jeżeli zawodnik jest zmęczony, ta sama sztanga porusza się wolniej. Na papierze to nadal może być 50 kg. W organizmie to może być zupełnie inny koszt.
I tutaj znowu wracamy do zasady: testuj, nie zgaduj.
Jeżeli plan mówi, że dziś mamy pracować na określonej prędkości, a zawodnik porusza sztangę za wolno, to znaczy, że bodziec nie jest tym, co zaplanowaliśmy. Może trzeba zmniejszyć ciężar. Może trzeba zakończyć serię. Może trzeba zmienić jednostkę. Może organizm nie jest gotowy.
Ale to działa również w drugą stronę.
Jeżeli zawodnik porusza ciężar za szybko, to może znaczyć, że adaptacja przyszła szybciej. Wtedy trzymanie się zapisanego obciążenia tylko dlatego, że tak jest w planie, również jest błędem. Bodziec jest za słaby. Nie realizuje celu. Trzeba dołożyć.
I to jest sedno autoregulacji.
Autoregulacja nie oznacza, że robimy „na czuja”. Oznacza, że plan ma cel, ale droga do celu jest korygowana przez dane i obserwację. Trener nie przestaje być potrzebny. Wręcz przeciwnie, musi rozumieć więcej, bo nie może schować się za rozpiską.
W GSP bardzo często mówimy, że najgorsze, co można dać zawodnikowi, to plan, bo on go wykona.
To oczywiście prowokacyjne zdanie, ale bardzo prawdziwe. Ambitny zawodnik wykona plan nawet wtedy, kiedy ciało mówi, że nie powinien. Młody zawodnik często nie umie jeszcze odróżnić dobrego zmęczenia od przeciążenia. Rodzic często widzi ambicję, a nie sygnały ostrzegawcze. Trener, jeśli nie ma systemu kontroli, może przez kilka tygodni cieszyć się dyscypliną, a potem zdziwić się, że wynik nie rośnie albo pojawia się kontuzja.
Dlatego w LTAD plan nie może być więzieniem.
Plan musi być hipotezą.
A każdy trening jest testem tej hipotezy.
Regeneracja nie jest dodatkiem. Jest warunkiem treningu szybkości.
Szczególnie mocno wybrzmiewa w rozmowie temat szybkości. Marcin mówi jasno: szybkość była budowana na pełnej regeneracji.
To zdanie powinno być powieszone w każdym klubie młodzieżowym.
Szybkości nie buduje się na zmęczeniu. Na zmęczeniu można budować tolerancję zmęczenia, można budować charakter, można budować zdolność do cierpienia, ale nie maksymalną jakość układu nerwowego.
Jeżeli młody zawodnik ma biegać szybko, musi mieć układ nerwowy zdolny do szybkiej odpowiedzi. Musi mieć rytm. Musi mieć sprężystość. Musi mieć koordynację. Musi mieć technikę, która nie rozpada się po kilku powtórzeniach. Musi mieć ciało, które nie chroni się przed bodźcem.
Dlatego tak ważne jest, żeby nie mylić treningu szybkości z treningiem zmęczenia w formie sprintu.
Sprint wykonany na pełnej regeneracji i sprint wykonany w stanie przeciążenia to dwa różne bodźce. Z zewnątrz oba mogą wyglądać podobnie. Zawodnik biegnie. Trener mierzy czas. W planie jest „szybkość”. Ale wewnątrz organizmu dzieją się zupełnie inne rzeczy.
Jeżeli prędkość spada, technika się rozpada, kontakt z podłożem się wydłuża, miednica traci kontrolę, stopa zaczyna szukać kompensacji, tułów przestaje pracować rytmicznie, a zawodnik „przepycha” ruch zamiast go generować, to nie budujemy szybkości. Budujemy koszt.
W GSP szybkość jest skutkiem przygotowanego systemu.
Nie zaczynamy od pytania: ile sprintów?
Zaczynamy od pytania: czy organizm jest gotowy, żeby sprint był sprintem?
Wielobój jako test prawdziwego rozwoju
Wielobój jest świetnym przykładem LTAD, bo obnaża wszystkie braki prostego myślenia treningowego.
Sprinter może przez jakiś czas ukryć deficyty w sile ogólnej. Skoczek może przez jakiś czas kompensować techniką. Miotacz może przez jakiś czas bazować na sile. Ale wieloboista musi łączyć wszystko. I dlatego wielobój bardzo szybko pokazuje, czy zawodnik ma system, czy tylko zbiór jednostek.
Aleksandra Kondratowicz w Warszawie wygrywa siedmiobój U18 z wynikiem 5305 punktów, poprawiając rekord życiowy i przekraczając minimum ME U18. Ale ten wynik nie jest tylko sumą siedmiu konkurencji. To jest suma lat zarządzania organizmem.
100 m przez płotki w 13.65 pokazuje szybkość, rytm, koordynację i zdolność do technicznej pracy w wysokiej prędkości. 200 m w 24.91 pokazuje, że szybkość nie jest jednorazowym zrywem, tylko realną cechą przeniesioną na konkurencję. Wynik 5305 punktów pokazuje, że system nie pracował tylko pod jedną konkurencję, ale pod całość zawodnika.
I to jest najważniejsze.
W GSP nie interesuje nas „popraw jedno ćwiczenie”. Interesuje nas, czy człowiek jako system idzie do przodu.
Dlatego rozmowa o LTAD u Marcina Kondratowicza nie jest tylko historią jednej zawodniczki. Jest przykładem, jak w praktyce może wyglądać tabela trenera GSP. Od regeneracji, przez monitorowanie, przez siłę, przez szybkość, przez decyzje treningowe, aż po wynik sportowy.
Rodzic, trener i odpowiedzialność
W przypadku Marcina jest jeszcze jedna warstwa, której nie da się pominąć. On prowadzi również swoje dzieci.
To jest sytuacja wyjątkowo trudna. Z jednej strony rodzic chce najlepiej. Z drugiej strony trener widzi potencjał. Z trzeciej strony dziecko musi pozostać dzieckiem, a nie projektem sportowym rodzica. W takiej sytuacji bardzo łatwo przekroczyć granicę. Bardzo łatwo pomylić troskę z kontrolą. Bardzo łatwo chcieć za bardzo.
Dlatego system jest tu jeszcze ważniejszy.
Jeżeli trener-rodzic opiera się tylko na emocjach, będzie reagował skrajnie. Raz odpuści za dużo, bo szkoda dziecka. Innym razem dociśnie za mocno, bo widzi szansę. Dane, testy, monitoring regeneracji i struktura pomagają utrzymać kierunek. Nie zdejmują odpowiedzialności, ale ją porządkują.
Marcin w rozmowie mówi bardzo ważną rzecz: zaczął szukać innego podejścia, bo pamiętał błędy, które sam popełniał jako zawodnik i które wykluczyły go ze sportu. Nie chciał powtórzyć tego na swoich dzieciach.
To jest esencja dojrzałego LTAD.
Nie chodzi o to, żeby młody zawodnik spełnił ambicje dorosłych.
Chodzi o to, żeby dostał lepszy system niż ten, który kiedyś niszczył zawodników przez brak wiedzy, brak monitorowania i ślepą wiarę w objętość.
GSP jako heurystyka, nie algorytm
W całej rozmowie powraca jeszcze jeden ważny motyw: GSP nie jest algorytmem.
Nie da się powiedzieć: jeśli zawodnik ma 16 lat, trenuje wielobój i ma taki wynik, to dajemy dokładnie taki plan. To byłoby wygodne, ale fałszywe. Każdy organizm reaguje inaczej. Każde dziecko ma inną historię, inną szkołę, inną regenerację, inną psychikę, inną mechanikę ruchu, inne zasoby i inne ograniczenia.
Dlatego GSP jest podejściem heurystycznym. To znaczy, że nie daje gotowej odpowiedzi na wszystko. Daje sposób myślenia, który pozwala podejmować lepsze decyzje.
Nie pytamy: jaki jest najlepszy plan?
Pytamy: co pokazują dane? Co pokazuje ruch? Co pokazuje regeneracja? Co pokazuje wynik? Co pokazuje technika? Co pokazuje zawodnik? Co pokazuje trend?
I dopiero z tego budujemy decyzję.
To bardzo różni się od modelu, w którym trener bierze plan z internetu, kopiuje system amerykańskiego trenera, przekłada go na polskie warunki i oczekuje, że wynik będzie taki sam. Problem polega na tym, że środowisko, kultura sportowa, poziom przygotowania, historia zawodnika, dostęp do regeneracji, szkoła, styl życia i zasoby organizmu są inne.
Nie można bezmyślnie przenosić planów.
Można przenosić zasady.
A jedną z zasad GSP jest to, że plan ma służyć człowiekowi, a nie człowiek planowi.
Co naprawdę pokazuje przypadek Aleksandry Kondratowicz?
Ten case pokazuje, że „zdrowie – człowiek – sport” nie jest hasłem marketingowym. To jest kolejność pracy.
Zdrowie: monitorowanie snu, regeneracji, gotowości organizmu, trendów HRV, tętna spoczynkowego, ogólnego zmęczenia.
Człowiek: uwzględnienie tego, że młody zawodnik nie jest maszyną treningową. Ma szkołę, emocje, rodzinę, wzrost, dojrzewanie, zmienną dyspozycję dnia, różny poziom gotowości układu nerwowego.
Sport: dopiero na tej bazie siła, szybkość, wielobój, start, wynik, minimum, rekord życiowy.
Jeśli odwrócimy tę kolejność, sport zaczyna zjadać człowieka.
Jeśli ją utrzymamy, sport może być miejscem rozwoju człowieka.
I właśnie dlatego wynik 5305 punktów w siedmioboju U18 jest dla nas tak ważny. Nie dlatego, że lubimy tabelki. Nie dlatego, że chcemy sprowadzić zawodniczkę do punktów. Tylko dlatego, że wynik pokazuje, że można rozwijać młodego sportowca inaczej.
Nie przez chroniczne zmęczenie.
Nie przez dokładanie na ślepo.
Nie przez wiarę, że jak dziecko przetrwa, to znaczy, że było mocne.
Tylko przez system, który stale sprawdza, czy organizm jest gotowy na kolejny krok.
LTAD w praktyce GSP
Gdybyśmy mieli zamknąć tę rozmowę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono tak:
Długofalowy rozwój sportowca nie polega na tym, żeby jak najszybciej zrobić wynik, tylko żeby tak prowadzić organizm, aby wynik był skutkiem narastającej zdolności do adaptacji.
To jest bardzo trudne, bo wymaga cierpliwości. Wymaga od trenera, żeby nie karmił swojego ego objętością. Wymaga od rodzica, żeby nie porównywał dziecka co tydzień z innymi. Wymaga od zawodnika, żeby zaufał procesowi. Wymaga od całego środowiska, żeby przestało mylić zmęczenie z rozwojem.
Ale właśnie dlatego warto o tym mówić.
Bo jeśli młody sportowiec ma wejść w dorosły sport, musi mieć coś więcej niż wynik w wieku 15–17 lat. Musi mieć ciało, które nadal chce trenować. Układ nerwowy, który nadal reaguje. Technikę, która nie jest zbudowana na kompensacji. Psychikę, która nie jest spalona. I trenera, który umie odróżnić moment, w którym trzeba dołożyć, od momentu, w którym największym bodźcem będzie odpoczynek.
To jest LTAD w GSP.
Nie teoria. Nie slajd. Nie angielski skrót.
Codzienna decyzja.
Czy dzisiaj budujemy sportowca, czy tylko zużywamy dziecko?
Podsumowanie
Rozmowa z Marcinem Kondratowiczem pokazuje coś, co dla GSP jest fundamentalne: system działa wtedy, kiedy potrafi objąć całego człowieka.
Nie tylko wynik.
Nie tylko trening.
Nie tylko siłę.
Nie tylko szybkość.
Nie tylko biomechanikę.
Nie tylko regenerację.
Całość.
W przypadku młodego sportowca ta całość jest jeszcze ważniejsza, bo rozwój nie dzieje się w próżni. Dziecko rośnie, dojrzewa, uczy się, zmienia się emocjonalnie, przechodzi przez szkołę, stres, starty, porażki, sukcesy, oczekiwania rodziców, presję środowiska. Trening jest tylko jedną z warstw. Jeśli nie rozumiemy pozostałych, zaczynamy przeciążać jedyną warstwę, którą kontrolujemy.
Dlatego GSP nie mówi: trenuj mniej.
GSP mówi: trenuj tyle, ile organizm potrafi przetworzyć.
Nie mówi: nie rób siły.
Mówi: rób siłę wtedy, kiedy ma sens, w takiej dawce, która buduje, a nie niszczy.
Nie mówi: unikaj szybkości.
Mówi: szybkość buduj wtedy, kiedy układ nerwowy jest gotowy na szybkość.
Nie mówi: plan jest zły.
Mówi: plan bez obserwacji człowieka jest tylko kartką.
I właśnie dlatego wynik Aleksandry Kondratowicz nie jest dla nas końcem rozmowy. Jest początkiem rozmowy o tym, jak powinien wyglądać sport młodzieżowy, jeśli naprawdę myślimy długofalowo.
Bo LTAD nie polega na tym, żeby młody zawodnik wytrzymał sezon.
Polega na tym, żeby po kilku sezonach był lepszym sportowcem, zdrowszym człowiekiem i nadal miał przed sobą przyszłość.


